Podsłuchajmy, co mówią z sobą.
— Różo! Jak się ten dżentelmen zowie? Zapomniałam zupełnie.
— Pan Copperfield — mówi Róża, pochylając się nad nią.
— Aha! Miło mi widzieć pana, panie Copperfield. Pan w żałobie! Czas leczy wszelkie rany.
Towarzyszka jej niecierpliwi się, powtarza, że wcale w żałobie nie jestem. Wstrząsa nią. Stara się prostuje.
— Aha! Dawno pan nie widział mego syna? Pogodziliście się z sobą chyba?
Wtem wraca jej pamięć, ręce wznosi z jękiem w górę.
— Różo — woła w rozpaczy — Różo, on nie żyje!
Róża klęka przy niej, pieści ją, uspokaja, to gniewa się na nią:
— Więcej go od ciebie kochałam — mówi, a potem znów gładzi ją pieszczotliwie, niby chore dziecko, po włosach.