Czekało nas tu całe towarzystwo i rozbudzona nagle zazdrość moja nawet względem kobiet granic nie znała, nie mówiąc już o mężczyznach (zwłaszcza o jednym, kilka lat ode mnie starszym śmiałku, z ryżymi bakembardami), uważałem ich za osobistych mych wrogów.

Każdy z nas zajął się rozpakowywaniem swego kosza i dostarczeniem wiktuałów28 na obiad. Ryży śmiałek utrzymywał — zapewne dla zwrócenia na siebie uwagi — że doskonale umie przyprawiać sałatę, i panie zaczęły opłukiwać dla niego listki takowej, że zaś znalazła się tam i Dora, uczułem, że ziemia jest za ciasna dla nas dwóch. Jeden z nas zginąć musiał.

Ryży śmiałek, przyprawiwszy sałatę (podziwiałem tych, którym smakowała, za żadną cenę nie wziąłbym jej do ust!), oddał się obowiązkom podczaszego, wino umieściwszy w spróchniałym pniu drzewa i (o, bogi!) ujrzałem go wkrótce pożerającego obiad u samych nóg Dory!

Nie wiem, co się ze mną wówczas stało. Popadłem w szaloną wesołość, której nie czułem bynajmniej29, i zacząłem emablować30 na zabój jakąś pannę w czerwonej sukience, z małymi, skośnymi oczkami. Uprzejmie przyjmowała mą adorację, nie potrafię jednak powiedzieć, czy to czyniła przez wzgląd na mnie, czy na złość ryżemu śmiałkowi. Wniesiono31 toast na cześć Dory. Wychylając go, przerwałem ożywioną z sąsiadką rozmowę, z zamiarem wrócenia do niej z tym większym zapałem. Spotkawszy spojrzenie Dory, wzywające mnie, jak mi się zdawało, zawahałem się, lecz że spojrzenie rzucone mi było ponad ryżą, nienawistną głową mego rywala, pozostałem niewzruszony, kamienny.

Panienka w czerwonej sukni miała matkę w zielonej sukni i matka ta w celach politycznych rozdzieliła nas niebawem. Towarzystwo całe, zjadłszy na trawie obiad, powstało i rozeszło się. Chodziłem sam pod drzewami w stanie najwyższego podniecenia i rozdrażnienia. Rozmyślałem nawet o odwrocie, pod pretekstem nagłej słabości, i już spoglądałem na mego siwego rumaka, gdy się do mnie zbliżyła Dora i panna Mills.

— Pan się nudzi, panie Copperfield? — spytała panna Mills.

— Bynajmniej, pani — odrzekłem.

— A i ty się nudzisz, Doro!

— O nie, bynajmniej32! — pośpieszyła zaprzeczyć.

— Dość tego, Doro, dość, panie Copperfield — przemówiła panna Mills z macierzyńską niemal powagą — nie pozwalajcie, aby błahe nieporozumienie zepsuło wam ten dzień wiośniany. Wiosna okwita tak prędko! Mówię to niestety z własnego, w odległą, niepowrotną przeszłość odbiegającego doświadczenia. Odświeżających, w słońcu rozbłysłych zdrojów nie trzeba powstrzymywać ani też mijać nie można oazy odkrytej w pustyni.