Och, niegodziwy szpicu! Ty żeś nawarzył78 całej tej biedy!
— Panna Spenlow — ciągnęła panna Murdstone — usiłowała przejednać mnie przymilaniem się, pocałunkami, podarkami, klejnocikami. Jip wlazł w sam kąt pod kanapę, skąd go zaledwie szczypce od kominka wyprzeć zdołały. I wówczas jeszcze nie chciał wypuścić z zębów papieru, warczał, a gdy porwałam za papier, narażając się na pokąsanie, zawisł formalnie w powietrzu. Postawiłam naturalnie na swoim, a widząc, w czym rzecz, wymogłam na pannie Spenlow wydanie całej korespondencji.
Zamilkła, zawierając79 jednocześnie woreczek i usta. Można ją było złamać, ale zgiąć — nigdy!
— Słyszałeś pan, co mówiła dopiero co panna Murdstone? — spytał, zwracając się do mnie, pan Spenlow. — Cóż pan na to?
Obraz mojej ukochanej we łzach i niepokoju przez noc całą, samotnej, wystraszonej, skrzywdzonej, błagającej tę wiedźmę, chcącej ją przejednać pieszczotami, pocałunkami i podarkami, rozdzierał mi serce. Nie wiedziałem, co począć, usiłując zapanować nad wzruszeniem.
— To chyba odpowiedzieć mogę — począłem — że jeśli jest w tym wina, to moja tylko, a Dora...
— Panna Spenlow — przerwał mi surowo jej ojciec.
— ...uległa jedynie prośbom i namowom moim — ciągnąłem, połknąwszy gorzką nauczkę. — Ja to błagałem ją o tajemnicę, czego obecnie wybaczyć sobie nie mogę.
— Trudno istotnie pochwalić pana — począł pan Spenlow, przechadzając się tam i z powrotem po gabinecie. — Trudno! Postąpiłeś pan niegodnie, nadużyłeś mego zaufania! Przyjmując dżentelmena, mniejsza z tym, czy dziewiętnasto- czy dwudziestodziewięcio-, czy trzydziestodziewięcioletniego, dałem mu dowód zaufania. Nadużycie to jest czynem niegodnym, panie Copperfield.
— Wiem to i czuję — odrzekłem — lecz zamiaru tego nie miałem. Zapewnić o tym pana mogę szczerze, sumiennie, pod słowem honoru. Pokochałem pannę Spenlow...