— O, Febusie! — zawołał, odkładając na bok pióro. — Jak się to wszystko składa na świecie... Chciałbym coś o tym wtrącić, ale jak obrócić, ale jak obrócić... — dodał ciszej, a dostrzegłszy mnie, nachylił się i nad samym zawołał mi uchem:

— Na szalonym świecie. Co prawda, dom wariatów, chłopcze!

Zaśmiał się wesoło i ze stojącej na stole tabakierki wziął niuch tabaki.

Nie śmiejąc wyrazić zdania w tak zawiłej kwestii, powtórzyłem zlecenie, jakie mi dano.

— Dobrze — odrzekł pan Dick — wzajemnie oświadcz jej me uszanowanie. Uważam, żem się posunął... Byłeś w szkole?

Przy tym pytaniu spojrzał na swój rękopis.

— Tak panie, niedługo.

— Czy pamiętasz — spytał, porywając pióro — datę ścięcia Karola I151?

Odpowiedziałem, że miało to miejsce w tysiąc sześćset czterdziestym dziewiątym roku.

— Aha — rzekł, kładąc pióro za ucho i patrząc na mnie z powątpiewaniem. — Tak stoi wprawdzie w historii, wątpię jednak, aby to było dokładne. Bo to widzisz, jeśliby to miało miejsce tak dawno, jakim sposobem tyle kłopotów spadłych z jego głowy mogłoby dziś leżeć na mojej?