— Kto to ten młody przyjaciel? — spytała Steerfortha.

— Pan Copperfield. Życzyłby poznać panią.

— Spodziewam się — rzekła, wstając z pudełkiem w ręku i zbliżając się do mnie z uśmiechem. — Świeży jak malina.

Mówiąc to, wspięła się na końce palców, usiłując uszczypnąć mnie w twarz.

— Istna pokusa! Lubię maliny i brzoskwinie. Miło mi poznać pana, panie Copperfield.

Odpowiedziałem jej, że to ja jestem zachwycony tak miłą niespodzianką.

— A, jaki uprzejmy kawaler! — zawołała, próbując zasłonić ręką twarz. Dziwnie zabawnie wyglądała jej mikroskopijna rączka przy szerokiej, wielkiej twarzy.

— Jakiż ten świat pełen obłudy i kłamstwa, nieprawdaż?

— Co pani przez to rozumie, panno Mowcher? — spytał Steerforth.

— Cha, cha, cha! Wyborne dzieci! Miłe dzieci! — zawołała karliczka, przechylając się, mrużąc oko i szukając czegoś w pudełku. — Ułamek książęcego paznokcia. Patrzcie! Nazywam go księciem A, B, C, bo boję się przekręcić nazwisko, w którym jak groch z kapustą znajdziecie zmieszane wszystkie litery alfabetu.