Uśmiechnęła się smętnie i potrząsnęła głową.
— Tak, Agnieszko, dobrym moim aniołem, aniołem stróżem.
— Jeśliby tak było istotnie — rzekła — chciałabym wymóc na tobie rzecz jedną.
Spojrzałem na nią pytająco, chociaż domyślałem się, o co idzie.
— Ostrzegłabym cię — mówiła z powagą — przeciw twemu złemu duchowi.
— Jeśli rozumiesz przez to Steerfortha... — zacząłem.
— Nie inaczej — potwierdziła.
— Nie znasz go i krzywdzisz srodze! Moim lub czyimkolwiek złym duchem, on, przyjaciel mój, podpora, przewodnik! Pomyśl tylko, kochana Agnieszko, czy możesz w swej szlachetności potępiać go tylko na podstawie mego onegdajszego bezeceństwa.
— Nie na tym też tylko zdanie me opieram — odrzekła spokojnie.
— Na czym więc?