Wszyscyśmy, oprócz pani Gummidge, powitali go, ten słowem, ów spojrzeniem, ona sama tylko w ponurym milczeniu skłoniła głowę niżej nad pończochą.

— Cóż znowu! — rzekł pan Peggotty, podając jej rękę. — No, nie martwże się, kobieto!

Pani Gummidge nie zdawała się bynajmniej42 zdolna do rozstania się ze smutkami. Co więcej, wyciągniętą z kieszeni chustką zaczęła ocierać oczy.

— Co się stało? — pytał pan Peggotty.

— Nic się nie stało — odrzekła. — Wracasz przecie z gospody.

— Ano tak, wstąpiłem tam wieczorem.

— Żałuję, żem cię wyprawiła.

— Wyprawiła! — zaśmiał się gospodarz domu. — Nie potrzebuję być aż wyprawiany, sam tam idę chętnie.

— Chętnie, zbyt chętnie — mruczała, kiwając głową i ocierając oczy. — Otóż w tym bieda, że tym chęciom ja jestem winna.

— Ani myśl o tym43 — uspokajał ją pan Peggotty.