— Z Peggotty?

— A! Z nią!

— O, nie. Nie miała nigdy narzeczonego.

Znów wzdął usta jak do gwizdania, lecz nie gwizdał, tylko jak poprzednio zapatrzył się w swego konia.

— Piecze więc — ozwał się po długim namyśle — ciastka z jabłkami i zajmuje się gotowaniem?

Potwierdziłem.

— Dobrze! Powiem coś paniczowi. Czy panicz będzie do niej pisywał?

— Na pewno będę — odrzekłem.

— A! — rzekł, odwracając się powoli ku mnie. — Pisząc, niech panicz nie zapomni dodać, że Barkis gotów. Dobrze?

— Gotów — pytałem — i nic więcej?