— Bo widzisz, jego żal inaczej się wyraża. Teraz, kiedy siedzi tam sam z siostrą u kominka jest smutny, lecz niechbym się tylko pokazał, byłby...
— Byłby? — powtórzyła Peggotty.
— Wściekły — odrzekłem, mimo woli naśladując zmarszczenie jego brwi. — Gdyby to był, jak mówisz, żal tylko, nie tak by patrzał na mnie. Przecież i ja jestem smutny, a czuję się lepszy, niż przedtem byłem.
Peggotty milczała i ja milcząc grzałem się przy ogniu.
— Davy! — rzekła wreszcie.
— Słucham, Peggotty.
— Starałam się, o ile mogłam, znaleźć sobie miejsce tu, w tych stronach, w Blunderstone, lecz nie znalazłam nic odpowiedniego, moje dziecko.
— Więc cóż zamierzasz począć? — spytałem ją żywo. — Chcesz szukać szczęścia gdzieś po świecie?
— Sądzę — odrzekła — że będę zmuszona wrócić do Yarmouth i tam zamieszkać.
— O! To dobrze — zawołałem uspokojony nieco. — Jeślibyś odjechała daleko, to byłoby tak, jak gdybym ciebie stracił, moja ty Peggotty. Tak zaś będę cię czasem widywał, to nie koniec świata!