Potrząsnąłem głową.

— Bądźmy przyjaciółmi — ciągnął, ściskając mi rękę. — Dopomogłeś mi znakomicie. Hę? Pamiętasz, paniczu?

Pomimo poufnej miny i tonu pan Barkis był tak tajemniczy, że gdybym wpatrywał się weń godzinami całymi, nie odgadłbym zapewne, o co mu właściwie idzie. Wtem zawołała mnie Peggotty. Idąc zapytała, co mi mówił.

— Że wszystko na dobrej drodze — odrzekłem.

— Patrzcie go, jaki bezczelny! — zawołała. — Mnie to ani w głowie.

Po chwili znów spytała:

— Davy, kochanie, a co byś powiedział, gdybym wyszła za mąż?

— Co? Myślę, Peggotty, że nie przestałabyś mnie kochać — odrzekłem po chwili namysłu.

Ku niemałemu zapewne zdziwieniu przechodniów, a także zdążających za nami z kuferkiem krewniaków Peggotty, poczciwa ta dusza porwała mnie w objęcia, zapewniając o niezmienności swego przywiązania.

— Powiedz, kochanie, co byś na to powiedział? — znów zapytała, wyściskawszy mię115, ile się dało.