— Nie czułbym się też opuszczonym — rzekłem — gdybym miał takiego jak pan opiekuna.
— Prawda! Wybornie! — zawołał Ham. — Nie czułbyś, paniczu, sieroctwa! Hura! Hura!
Teraz on uderzył starego po ramieniu, a mała Emilka uściskała swego opiekuna.
— Co słychać z panicza przyjacielem? — spytał mnie pan Peggotty.
— Ze Steerforthem? — spytałem.
— A co, widzisz, mówiłem, że się tak nazywa — rzekł, zwracając się do Hama.
— Utrzymywałeś, że Rudderford — odrzekł Ham.
— Tobie zawsze rudel117 w głowie. Zresztą rudel czy ster na jedno wyjdzie. Jak się miewa?
— Był zdrów, gdym odjeżdżał ze szkoły — odrzekłem.
— To mi przyjaciel co się zowie! — twierdził rybak, strząsając popiół z fajeczki. — Miło spojrzeć na niego.