— Być może, wróćmy więc do przedmiotu naszej rozmowy, od którego odbiegłem. Nic, nic dotąd wynaleźć nie mogłem. Sądzę, żem przeniknął — tu pan Wickfield zawahał się nieco — twoje, doktorze, pobudki i to właśnie utrudnia położenie...

— Pobudką moją — odrzekł doktor — jest chęć dostarczenia pracy i chleba kuzynowi i towarzyszowi dziecięcych zabaw mej żony.

— Tak, wiem o tym! W kraju albo za granicą?

— Tak! — rzekł w zamyśleniu doktor, zaskoczony naciskiem, z jakim pan Wickfield wypowiedział ostatnie swe zdanie. — W kraju albo za granicą.

— Są to własne twe słowa: „albo za granicą”.

— Tak, oczywiście. Tu albo tam.

— Nie zdecydowałeś więc gdzie? — nalegał prawnik.

— Nie...

— Nie? — spytał zdziwiony pan Wickfield.

— Nie.