— pisał —

...gdyż nie ośmielę się nazywać Cię kochanym Copperfieldem.

Obowiązkiem moim jest donieść ci, że niżej podpisany jest bezpowrotnie zgubiony. Zauważysz zapewne w dniu dzisiejszym niejednokrotne jego usiłowania ukrycia smutnej tej prawdy, do ostatniej chwili. Niestety, nadzieja gaśnie na widnokręgu jego życia i niżej podpisany jest ostatecznie zgubiony!

Pozostaje to w pewnym związku z położeniem człowieka, którego nazwać muszę maklerem. Posiada on kompromitujące papiery mające zresztą moc prawną. Opis obejmuje cały ruchomy i nieruchomy majątek niżej podpisanego, a nadto ruchomość należącą do pana Tomasza Traddlesa, sublokatora, członka prześwietnej sądowej izby.

Jeśli w przepełnionej goryczą czarze jego życia brakowało jeszcze kropelki, niżej podpisany czarę tę, z tą ostatnią kropelką goryczy do dna obecnie wychyla, z myślą o sumie 23 funtów 4 szylingi 9,5 pensa należnej i niemogącej zostać wpłaconą wyżej wzmiankowanemu panu Traddlesowi. Gorycz tę podwaja jeszcze myśl, że zgotowany niżej podpisanemu los dotknie też w części niewinną ofiarę, której nędzna postać ujrzeć ma światło dzienne jak raz za sześć miesięcy, licząc od obecnej księżycowej kwadry.

Co rzekłszy, zbyteczne jest zapewne dodawać, że wkrótce proch i pył ziemski

pokryją

głowę

Wilkinsa Micawbera.

Biedny Traddles! Zbyt dobrze znałem pana Micawbera, aby się bać dla niego następstw rozpaczliwego tego położenia, lecz noc całą myśl o Traddlesie, o jednej z dziesięciu córek proboszcza w Devonshire, o tej, jak ją Traddles nazywał „najpoczciwszej pod słońcem dziewczynie” gotowej czekać nań cierpliwie, chociażby do sześćdziesiątego roku jego życia, spać mi nie dawała.