— Nie wypada mi — rzekł cicho, spokojnie — siadać pod tym dachem, a to, co mam do powiedzenia, niewiele zajmie czasu.
Po słowach tych nowe zapanowało milczenie.
— Dowiedziałam się z boleścią — przerwała je pani Steerforth — o przyczynie pańskich odwiedzin. Lecz czego pan żądać możesz ode mnie?
Włożył kapelusz pod pachę, wyjął z zanadrza list Emilki, rozłożył i podał pani Steerforth, mówiąc:
— Niech to pani, z łaski swej, przeczyta: pismo mej siostrzenicy.
Czytała z niewzruszonym spokojem, niedotknięta bynajmniej328, o ile mi się zdawało, treścią rozdzierającego listu. Przeczytawszy, zwróciła pismo panu Peggotty.
— „Chyba że odwiezie mnie jako swą żonę” — podkreślił paznokciem ustęp ten pan Peggotty. — Chciałem właśnie spytać panią, czy dotrzyma słowa.
— Nie — odrzekła pani Steerforth.
— Dlaczego nie? — spytał.
— Jest to niemożliwe, zgubiłby siebie. Niższa odeń urodzeniem.