— O kim mówisz? — zawołałem.

— O niej, o pannie D. — odrzekł, rumieniąc się ze strachu, że popełnił niedyskrecję. — Mieszka w Londynie.

— Tak! W okolicach Londynu.

— Bo moja, jeśli sobie przypominasz — mówił ze smutnym spojrzeniem — jedna z dziesięciu, pamiętasz, mieszka aż w Devonshire, toteż w tym względzie o wiele jestem swobodniejszy od ciebie.

— Nie rozumiem — odrzekłem — jak żyć możesz, widując ją tak rzadko.

— Ha — odparł w zamyśleniu — nie ma czasu się dziwić, skoro nie ma na to rady.

Zarumieniłem się.

— Podziwiam stałość twą i cierpliwość — zauważyłem.

— Doprawdy — uśmiechnął się — cóż w tym tak dziwnego? Nie wiesz, jakie to dobre, kochane, stałe, cierpliwe dziewczę. Uczę się od niej. Nie uwierzysz, jak co chwila zapomina o sobie, aby myśleć o tamtych dziewięciu.

— Najstarsza? — spytałem.