Traddles zdawał się zdziwiony. Nie zmierzył jeszcze rozciągłości mego entuzjazmu.
— Natychmiast — mówiłem — kupuję sobie podręcznik i uczę się w Commons, gdzie niewiele mam do roboty. Będę stenografował tamtejsze sprawozdania dla wprawy.
Traddles szeroko otworzył oczy.
— Nie domyślałem się w tobie podobnej energii — zauważył.
Nie odpowiadając nic na to, zwróciłem rozmowę na pana Dicka.
— Pomyśl pan, panie Traddles, do czego byłbym zdolny — wmieszał się ten ostatni. — Mogę bębnić, ano i dąć potrafię.
Muzykalne te umiejętności uśmiechały się biedakowi. Traddles odrzekł mu z największą powagą:
— Ale pan jest, o ile wiem od Copperfielda, doskonałym kaligrafem.
— Wybornym! — potwierdziłem, mówiąc zresztą prawdę; pan Dick miał pismo czytelne i piękne.
— Mógłbym panu dostarczyć przepisywania.