— Skromne to progi — mówił — że użyję ulubionego wyrażenia mego przyjaciela Heepa. Skromne progi, pierwsze szczeble wysokiej drabiny.
Spytałem go, czy istotnie zadowolony jest z opieki Heepa.
Obejrzał się na drzwi, a widząc, że zamknięte, odpowiedział, głos zniżając410:
— Kochany Copperfieldzie! Człek pracujący pod naciskiem pieniężnych zobowiązań bywa zwykle ofiarą pewnych niedogodności. Konieczność ubiegania się o zaliczkę niedogodności tych nie umniejsza bynajmniej411. To tylko powiedzieć mogę, że zacny przyjaciel mój Heep odpowiada nadziejom, których wymieniać zresztą nie potrzebuję, w sposób przynoszący zaszczyt zarówno jego głowie, jak i sercu.
— Nie sądziłem, aby posiadał materialne środki — zauważyłem.
— Daruj mi, proszę — rzekł pan Micawber, przygryzając wargi — mówiłem z przekonaniem.
— Cieszę się, żeś pan nabrał tak zadowalających przekonań.
— Wdzięczny ci jestem, kochany Copperfieldzie — odrzekł i natychmiast zanucił ulubioną jakąś piosenkę.
— Często widujesz pan pana Wickfielda? — spytałem.
— Niezbyt często — odparł z pewnym lekceważeniem. — Człek to zapewne najzacniejszy, ale... ale zastały, przestarzały.