— Doprawdy! Znów! — zawołała.

Skinąłem głową.

— Nie wiem, jak to się dzieje — mówiłem — lecz gdy znajduję się z dala od ciebie, brak mi czegoś. Z dawien dawna przywykłem, abyś myślała za mnie, nie umiem się obejść bez rady twej i pomocy.

— O co ci idzie? — spytała.

— Nie tak to łatwo powiedzieć. Wszak umiem być wytrwały, prawda?

— Oczywiście — odrzekła.

— I cierpliwy? — pytałem bardziej nieśmiało.

— Tak, prawie! — zaśmiała się Agnieszka.

— A jednak gryzę się, martwię, potrzebuję zachęty, podpory.

— O co ci zatem idzie? — spytała ze słodką powagą.