— Jakie chmury? — spytał nagle, wpatrując się we mnie bacznie.

Odpowiedziałem mu na to z cicha, lecz wyraźnie, tak, jak się coś objaśnia dziecku:

— Są pomiędzy nimi nieporozumienia pewne, tajemnicze, zrodzone może z różnicy wieku, na niczym może nieoparte.

Pan Dick powtarzał moje słowa, po każdym skłaniając głowę. Gdy kończyłem, milczał chwilę, trzymając wciąż rękę na mych kolanach.

— Doktor się na nią nie gniewa? — spytał wreszcie.

— Nie — odrzekłem. — Kocha ją.

— Rozumiem!

Zawołał to z taką żywością, przymrużając oczy i rozsiadając się na krześle, żem go o większego, niż kiedy bądź posądził bzika. Nagle spoważniał. Wyciągnął z kieszeni chustkę do nosa i wraz z nią przypomniał sobie ciotkę.

— Zadziwiająca kobieta! — rzekł, a po chwili dodał — Czemuż ona temu nie zaradzi?

— Przedmiot to zbyt drażliwy!