— Zapewne nie żyje — uśmiechnęła się panna Dartle na samą myśl o śmierci nienawistnego dziewczęcia.
— Może się istotnie utopiła — odrzekł niecny sługus. — Bardzo to być może. A może znalazła pomoc wśród nadbrzeżnych rybaków, ich żon i dzieci. Przywykła do podobnej kompanii i ciągle się z nimi zadawała. Bywało, całymi dniami w czasie nieobecności pana przesiadywała w ich łodziach. Pan James gniewał się, gdy się dowiedział, że im opowiadała, iż była sama córką rybaka i w ojczyźnie swej przywykła do tych samych zajęć.
Emilko piękna! Nieszczęsna Emilko! W wyobraźni mojej mignął obraz ciebie siedzącej wśród ubogiej, lecz własnej dziatwy, wsłuchanej w szczebiot, w którym słyszałabyś słodkie imię matki, gdybyś została żoną rybaka, jak to było twym przeznaczeniem. Tam, na obcym brzegu, morze, wielkie morze, wtórowało smutnym twym myślom, powtarzając niezmiennie:
„Nigdy już, nigdy!”
— Gdym się przekonał — rozpoczął znów Littimer — że nie ma na to rady, pani...
— Mówiłam już, byś się nie zwracał do mnie — odparła Róża ze wzgardą.
— Ale pani dopiero co raczyła przemówić do mnie — odrzekł. — Przepraszam. Obowiązkiem moim jest być posłusznym.
— Spełniaj tedy swój obowiązek, kończ opowiadanie i odejdź!
— Gdym się przekonał — ciągnął z niskim ukłonem — że żadne nie pomogą poszukiwania, udałem się do mego pana, gdyż miałem jego adres i oznajmiłem mu, co zaszło. Uniósł się tak dalece, żem się widział zmuszony podziękować mu za służbę. Wiele znieść mogłem, ale są granice wszelkiej obrazie. Uderzył mnie po prostu. Wiedząc o istniejących pomiędzy nim i matką jego nieporozumieniach, postanowiłem wrócić do Anglii i opowiedzieć...
— Za moje pieniądze — zwróciła się do mnie panna Dartle.