— Tak — odrzekłem krótko — niepospolita! Gdzież ją pan widuje?
— Więc nie wiadomym było dotąd panu, że ojczym pański został znów mym sąsiadem?
— Nie wiedziałem o tym.
— Tak właśnie — ciągnął z łagodnym uśmiechem mały człowieczek — tak właśnie. Ożenił się z młodą i posażną dziedziczką w naszej okolicy. Biedaczka!... I ta ciągła praca umysłowa — dodał, wpatrując się we mnie z uwielbieniem — nie męczy pana?
Pytanie zbyłem kiwnięciem głowy, wracając do uprzedniego przedmiotu rozmowy.
— Wiedziałem o tym — rzekłem — że pan Murdstone ożenił się powtórnie. Pan jest u nich domowym lekarzem?
— Niezupełnie, wzywają mnie czasem. Stałość jest szczególnie rozwiniętą cechą charakteru pana Murdstone i jego siostry.
Widać dostrzegł cień aprobaty w mym spojrzeniu, gdyż ośmielony nim oraz popijanym winem pokiwał głową i z cicha zawołał:
— Ho! Ho! Pamiętam dobrze stare czasy.
— Zatem i brat, i siostra — spytałem — niewiele się zmienili?