— Pracujesz, droga Agnieszko?
— Tak, w szkole — odpowiedziała uspokojona.
— Ciężka to praca.
— Wdzięczna — odrzekła. — Trudem nie mogę jej nazwać.
— Wszystko, co dobre, łatwe ci się zdaje, wiem to.
Znów się zarumieniła, spuściła głowę, zdawało mi się, że po ustach jej przebiegł uprzedni smutny uśmiech.
— Zaraz ojciec nadejdzie — mówiła. — Wszak spędzisz dzień z nami? Przenocujesz może w dawnym swym pokoiku? Wiesz, zawsze się nazywa twoim.
Nocować nie mogłem, obiecałem ciotce wrócić, lecz zamierzałem z nią spędzić dzień cały.
— Muszę cię jednak na chwil kilka opuścić — mówiła. — Wołają mnie moje zajęcia, lecz oto są stare nasze nuty i książki, pamiętasz, jak dawniej.
— Te same nawet co dawniej widzę kwiaty — odrzekłem, rozglądając się po pokoju.