— A jednak od niego samego — mówiłem, przerzucając papiery. — Pomiędzy tymi, których jak magnes pociąga gwiazda mego powodzenia, znajduje się i Creakle. Upewnia mnie właśnie o czułych uczuciach, które przechował dla swego byłego ucznia. Uspokój się, nie jest już nauczycielem! Emeryt, został miejskim urzędnikiem w Middlesex.
Wiadomość ta nie zdziwiła bynajmniej600 Traddlesa.
— Jak ci się zdaje, jakim sposobem doszedł do tego dostojeństwa? — spytałem.
— Niełatwe pytanie — odrzekł Traddles. — Dał może głos za kimś wpływowym, pożyczył komu pieniądze, kupił co od kogo w porę, zyskał poparcie wpływowej jakiejś osobistości i otrzymał urząd...
— W komitecie więziennym. Pisze właśnie, że chciałby mi przedstawić wzór obmyślanego przez się systemu najlepszego celkowego odosobnienia. Co myślisz o tym?
— O systemie?
— Nie, o towarzyszeniu mi w tej bądź co bądź ciekawej wycieczce.
— Nie mam nic przeciw temu.
— Pojedziemy tedy. Pamiętasz, jak łotr ten (że już nie wspomnę nieludzkiego jego pastwienia się nad tobą, poczciwy Tomciu) zmusił własnego syna do ucieczki spod rodzicielskiego dachu? Pamiętasz, jak się obchodził z żoną i córką?
— Pamiętam! Któż by mógł zapomnieć!