Popatrzyła mi bacznie w oczy i dopiero po chwili rozwagi rzekła.
— Owszem, zdaje mi się, że wiem coś więcej.
— I trwasz przy uprzednich domysłach? — pytałem.
— Tak, Trot, trwam.
Wpatrywała się we mnie tak bacznie, z takim współczuciem i serdecznością, że usiłowałem wypogodzić twarz. Chciałem wyglądać spokojnie.
— Otóż sądzę, Trot... — zaczęła.
— Słucham, ciotko?
— Że Agnieszka... wyjdzie za mąż.
— Błogosław jej Boże!
— I jej, i jej wybranemu — dokończyła ciotka.