— Jeśli ci czego potrzeba, piśnij tylko słówko.
— Nie, dziękuję panu.
— Może byś chciał wydać parę szylingów na buteleczkę wina porzeczkowego, którą wysuszylibyśmy w sypialni — i dodał — Będziemy, słyszę, sypiać w tym samym pokoju.
Nie pomyślałem o tym przedtem, zgodziłem się więc chętnie na propozycję.
— Wybornie! A czy nie warto by kupić i nieco ciastek z migdałami?
Zgodziłem się i na to.
— Trochę sucharków i owoców także. Wyniesie to też parę szylingów. Co ty, mały, na to?
Uśmiechałem się, gdyż i Steerforth się uśmiechał. Czułem się jednak jakoś nieswojo.
— Wybornie! — zawołał. — Musimy cię naciągnąć, ile się da. Licz na mnie. Mogę wychodzić, ile mi się podoba, i podejmuję się dostarczyć żywność do fortecy.
Mówiąc to, schował moje pieniądze do własnej kieszeni, uspokajając, że wszystko dobrze pójdzie.