A doktor, kochany doktor Strong! Zawsze zajęty wielkim słownikiem, dotarł już pono do litery D. Szczęśliwy teraz w domowym pożyciu. Herod-baba, teściowa, nie używa już dawnych wpływów, straciła też na znaczeniu i humorze.
Zapracowany w kancelarii swej i sądach, ze sterczącymi włosami dokoła szerzącej się łysiny, Traddles króluje śród stosów papierów.
Pytałem go onegdaj616:
— Czy Zofia jest zawsze twym sekretarzem? W takim razie nie wiem, jak może podołać.
— Bywaj zdrów, mój kochany! — odrzekł. — Dobre to jednak były te stare czasy, pamiętasz, w Holborn Court?
— Aha! Gdy ci żona przepowiedziała, że zostaniesz sędzią. Świat o tym wówczas nic jeszcze nie wiedział.
— Jeśli nim kiedy zostanę...
— Wiesz dobrze, że to kwestia czasu.
— Opowiem wówczas wiele, wiele ciekawych rzeczy.
Szliśmy, wziąwszy się pod ramię. Miałem właśnie obiadować u Traddlesa, był to dzień urodzin Zofii, opowiadał mi o swym szczęściu i powodzeniu.