— Pani milczy, panno Eyre.
Milczałam dalej. Nachylił trochę głowę ku mnie i jedno szybkie spojrzenie zatopił w moich oczach.
— Uparta? — powiedział. — I dotknięta. Ach, nic dziwnego. Ja prośbę wyraziłem w sposób niemądry, niemal impertynencki. Panno Eyre, przepraszam panią. Fakt faktem, raz na zawsze, że ja pani nie chcę traktować jak kogoś niższego od siebie. To jest — (tu się poprawił) — że mam pretensję do takiej tylko wyższości, jaką daje dwadzieścia lat różnicy wieku i całe sto lat więcej doświadczenia. To jest słuszne, et j’y tiens127, jakby powiedziała Adela. I na zasadzie tej wyższości, i tej też jedynie, pragnę, by pani pomówiła ze mną trochę i rozerwała mi myśli, które gorzknieją od kręcenia się dokoła jednego punktu, rdzewieją jak stary gwóźdź.
Raczył dać wytłumaczenie, przeprosił — nie byłam nieczuła na jego dobrą wolę, nie chciałam się też taka wydawać.
— Chętnie przyczyniłabym się do rozerwania pana, o ile bym potrafiła, bardzo chętnie. Ale nie mogę poruszać jakiegoś tematu, gdyż skąd mam wiedzieć, co by pana zainteresować mogło? Niech mi pan zadaje pytania, postaram się jak najchętniej odpowiadać na nie.
— A więc, przede wszystkim, czy zgadza się pani ze mną, że mam prawo mieć niekiedy wobec pani ton nieco rozkazujący, kategoryczny, że mam prawo być może czasem wymagający na podstawie powodów, które wymieniłem, a mianowicie, że mam lata, by być pani ojcem i wiele doświadczyłem w życiu, mając do czynienia z wieloma ludźmi i z wieloma narodami, przewędrowawszy z połowę kuli ziemskiej, podczas gdy pani żyła spokojnie wśród jednego typu ludzi i w jednym domu?
— Niech pan robi, jak się panu podoba.
— To nie jest odpowiedź, a raczej to odpowiedź bardzo drażniąca, ponieważ jest mocno wymijająca. Niech pani odpowie wyraźnie.
— Nie sądzę, żeby pan miał prawo rozkazywać mi jedynie dlatego, że jest pan starszy ode mnie albo że pan poznał więcej świata ode mnie. Prawo do wyższości zależy od tego, jaki pan pożytek wyciągnął z czasu swojego i doświadczenia.
— Hm! Łatwo to powiedzieć! Ale ja się na to nie zgadzam, gdyż nie poparłoby to wcale mojej sprawy, ponieważ ja marnie, jeśli nie wprost źle, wyzyskałem tak jedno, jak drugie. Pozostawiając więc już kwestię wyższości na boku, musi się pani jednak zgodzić na to, by od czasu do czasu przyjmować ode mnie rozkazy, nie czując się tonem rozkazującym dotknięta ani obrażona. Cóż, zgadza się pani?