— Zapewne bardzo ją podziwiano?
— Tak, istotnie. Nie tylko dla urody, ale i dla jej talentów. Była jedną z tych pań, które śpiewały. Któryś z panów akompaniował na fortepianie. Z panem Rochesterem śpiewała duet.
— Z panem Rochesterem? Nie wiedziałam, że on śpiewa!
— O! Pan Rochester ma piękny głos basowy i jest nadzwyczaj muzykalny.
— A panna Ingram jaki ma rodzaj głosu?
— Bardzo bogaty i silny. Ślicznie śpiewała, rozkoszą było ją słyszeć. A potem grała. Ja się nie znam na muzyce, ale pan Rochester się zna, a słyszałam, jak mówił, że wykonanie było wybitnie dobre.
— I ta piękna i utalentowana panna jeszcze nie wyszła za mąż?
— Zdaje się, że nie. Przypuszczam, że ani ona, ani jej siostra nie mają wielkiego majątku. Majątki starego lorda Ingrama objęte były przeważnie majoratem154 i najstarszy syn prawie wszystko dostał.
— Ale ja się dziwię, że ktoś z bogatej szlachty nie upodobał jej sobie, na przykład pan Rochester. Przecież on jest bogaty, nieprawdaż?
— O tak! Ale widzi pani, zachodzi tutaj znaczna różnica wieku. Pan Rochester ma prawie czterdzieści lat, a ona zaledwie dwadzieścia pięć.