A podczas gdy ona, złamawszy pieczęć, przeglądała pismo, ja w dalszym ciągu piłam kawę. Była gorąca i temu przypisywałam, że mnie tak strasznie twarz zaczęła palić. Ale dlaczego ręka mi drżała, tak że mimo woli rozlałam połowę, nad tym wolałam się nie zastanawiać.

— No, ja czasami myślę, że u nas jest zanadto spokojnie. Ale teraz zrobi się dość rojno i gwarno, przez jakiś krótki czas przynajmniej — rzekła pani Fairfax, wciąż jeszcze trzymając list przed oczami.

Zanim pozwoliłam sobie zapytać o wyjaśnienie, zawiązałam tasiemki od fartuszka Adeli, przypadkiem rozplątane, po czym dolawszy jej mleka i podawszy jeszcze jedną bułeczkę, powiedziałam od niechcenia:

— Pan Rochester zapewne jeszcze nie wróci tak prędko?

— Owszem, wraca. Pisze, że za trzy dni, to znaczy w czwartek. I w dodatku nie sam. Już sama nie wiem, ilu tych eleganckich gości z Leas ma przybyć wraz z nim. Każe mi przygotować wszystkie najlepsze gościnne pokoje i uporządkować bibliotekę i salony. I mam się postarać o więcej pomocnic kuchennych z hotelu w Millcote i skąd będę mogła. A panie przywiozą swoje panny służące, panowie zaś swoich służących. Tak więc będziemy tego mieli pełen dom.

To powiedziawszy, pani Fairfax przełknęła szybko śniadanie i pośpieszyła od razu zabrać się do dzieła.

Trzy następne dni były bardzo pracowite. Sądziłam zawsze, że wszystkie pokoje w Thornfield są doskonale czyste i dobrze urządzone, okazało się jednak, że się myliłam. Trzy kobiety wzięto do pomocy i ani przedtem, ani potem nie widziałam nigdy takiego szorowania, szczotkowania, mycia, trzepania dywanów, zdejmowania i zawieszania obrazów, czyszczenia zwierciadeł i świeczników, palenia w gościnnych pokojach, wietrzenia pościeli. Adela jak szalona biegała wśród tego wszystkiego, przygotowania do zjazdu gości i nadzieja ich przybycia przyprawiały ją wprost o ekstazę. Chciała, żeby bona przejrzała wszystkie jej „toilettes155, jak nazywała swoje sukienki, odświeżyła te, które były „passées156, przewietrzyła i odprasowała nowe. Ona sama wierciła się tylko i kręciła po frontowych pokojach, wskakiwała na łóżka i zeskakiwała z nich, kładła się na materacach i na stosach poduszek, nagromadzonych przed buchającym w kominkach ogniem. Od lekcji została zwolniona, pani Fairfax zagarnęła mnie sobie do pomocy, zatem cały dzień byłam w spiżarni i kuchni, pomagając (a może przeszkadzając) jej i kucharce. Uczyłam się przyrządzać leguminy, ciastka serowe i ciasto francuskie, oczyszczać zwierzynę i garnirować półmiski z deserem.

Przybycia towarzystwa spodziewano się w czwartek po południu, na obiad o szóstej. W tym poprzedzającym zjazd okresie nie miałam czasu zajmować się urojeniami — i zdaje mi się, że byłam równie czynna i wesoła jak wszyscy, z wyjątkiem Adeli. Pomimo to wesołość moją tłumiło niekiedy coś nagle i wbrew mej woli spychało mnie z powrotem w sferę wątpliwości, domysłów i ciemnych przypuszczeń. A działo się to, ile razy ujrzałam drzwi na schodach prowadzących na trzecie piętro (w ostatnich czasach stale zamykane) otwierające się powoli i przepuszczające Grace Poole w gładkim czepeczku, białym fartuchu i chusteczce. Gdy widziałam, jak sunie wzdłuż korytarza spokojnym krokiem, tłumionym miękkimi pantoflami, jak zagląda do przewróconych „do góry nogami” pokoi gościnnych, może tylko, by rzucić słówko porządkującej kobiecie, jak należy do glancu doprowadzić kratę przed kominkiem, wyczyścić gzyms marmurowy nad nim albo wywabić plamę z obicia na ścianie... W ten sposób schodziła do kuchni raz na dzień, zjadała obiad, wypalała fajeczkę przy ogniu i wracała, niosąc sobie na pociechę kufel porteru do swej posępnej, górnej siedziby. Z dwudziestu czterech godzin jedną tylko spędzała w towarzystwie pozostałej służby, przez resztę czasu pędziła żywot w jakimś niskim, dębowym pokoju trzeciego piętra, siedząc tam i szyjąc, i prawdopodobnie śmiejąc się sama do siebie niesamowicie — osamotniona jak więzień w celi.

Najdziwniejszą rzeczą było to, że nikt w domu, prócz mnie, nie zwracał uwagi na jej zwyczaje, nie zdawał się im dziwić. Nikt nie zastanawiał się nad jej stanowiskiem ani nad jej zajęciami. Nikt nie litował się nad jej samotnością i odosobnieniem. Raz, co prawda, usłyszałam część rozmowy pomiędzy Leą a jedną z najętych kobiet, rozmowy dotyczącej Grace. Leah coś powiedziała, czego nie dosłyszałam, a wtedy kobieta zapytała:

— Dobrą pensję musi dostawać, wyobrażam sobie?