I czyż teraz wydało mi się, że na pannę Ingram mógłby paść wybór pana Rochestera? Nie wiedziałam, nie znałam gustu jego co do piękności kobiecej. Jeżeli lubił majestatyczność, Blanche była doskonałym jej uosobieniem. Przy tym była wykształcona i pełna życia. Większość mężczyzn musiałaby ją podziwiać, pomyślałam, a że i on ją podziwiał, zdawało mi się, że już miałam tego dowód. Ażeby usunąć ostatni cień wątpliwości, pozostawało mi tylko jeszcze zobaczyć ich razem.
Nie przypuszczaj czasem, czytelniku, że Adela przez cały ten czas siedziała bez ruchu na stołeczku u moich nóg. Nie, gdy panie weszły, wstała, podeszła ku nim, ukłoniła się z godnością i poważnie powiedziała:
— Bonjour, mesdames.167
A wtedy panna Ingram spojrzała na nią drwiąco z góry i zawołała:
— O, cóż to za laleczka?
Lady Lynn zauważyła:
— To zapewne pupilka pana Rochestera, ta Francuzeczka, o której mówił.
Pani Dent dobrotliwie wzięła ją za rękę i pocałowała. Amy i Louisa Eshton krzyknęły równocześnie:
— Co to za miluchne dziecko!
I zaraz też zawołały ją do siebie na kanapę, gdzie teraz siedziała, wciśnięta pomiędzy obie siostry, trzepiąc to po francusku, to łamaną angielszczyzną i skupiając na sobie uwagę nie tylko panien, ale pani Esthon i lady Lynn. Zajmowano się nią, więc czuła się w siódmym niebie.