— Gdyby wszyscy ci ludzie weszli tutaj gromadą i opluli mnie, co byś ty zrobiła, panno Jane?
— Wypędziłabym ich z pokoju, panie, gdybym mogła.
Uśmiechnął się słabo.
— Ale gdybym ja poszedł do nich, a oni tylko popatrzyliby na mnie chłodno, poszeptali między sobą drwiąco i zaczęli się wynosić po kolei, zostawiając mnie samego, co wtedy? Czy poszłabyś razem z nimi?
— Myślę, że chyba nie. Milej by mi było pozostać z panem.
— Ażeby mnie pocieszać?
— Tak, panie, ażeby pana pocieszać, o ile by to było w mojej mocy.
— A gdyby oni za to, że trwasz przy mnie, obrzucili cię pogardą?
— Prawdopodobnie nic bym o tej ich pogardzie nie wiedziała, a gdyby nawet, nie dbałabym o nią wcale.
— Tak więc dla mnie potrafiłabyś stawić czoło obmowie?