— Przyjaciółeczko — przemówił zmienionym zupełnie tonem, podczas gdy i twarz jego przybrała inny wyraz, tracąc łagodność i powagę, a przyoblekając szorstkość i sarkazm — zauważyłaś moje tkliwe uczucia dla panny Ingram. Czy nie sądzisz, że, gdybym się z nią ożenił, ona by mnie niesłychanie skutecznie powiodła ku odrodzeniu?

Podniósł się szybko, poszedł sam aż na drugi koniec ścieżki, a wracając, nucił jakąś melodię.

— Panno Jane, panno Jane — rzekł, stając przede mną — strasznie pobladłaś wskutek tego czuwania. Czy nie przeklinasz mnie za to, że ci zakłóciłem spokój?

— Miałabym pana przeklinać? Nie, panie.

— Więc podaj mi rękę na potwierdzenie tego. O, jakie zimne paluszki! Cieplejsze były, kiedy dotknąłem ich w nocy przed drzwiami tajemniczego pokoju. Panno Jane, kiedy znów będziesz czuwać wraz ze mną?

— Kiedy będę mogła być użyteczna, panie.

— Na przykład w przeddzień mojego ślubu! Jestem pewien, że wtedy nie będę mógł spać. Czy przyrzekniesz mi, że posiedzisz ze mną i dotrzymasz mi towarzystwa? Do ciebie mogę mówić o mojej ślicznej, gdyż teraz ty ją widziałaś i znasz ją.

— Tak, panie.

— Wyjątkowa piękność, nieprawdaż, panno Jane?

— Tak, panie.