— A we dworze wszystko dobrze, Robercie?

— Bardzo mi żal, że nie mogę dać panience lepszych o państwu wiadomości: bardzo tam źle u nich teraz, wielkie mają zmartwienie.

— Przecież chyba nikt nie umarł? — rzekłam, spojrzawszy na jego czarne ubranie.

On także popatrzył na krepę dokoła swego kapelusza i odpowiedział:

— Pan John umarł, wczoraj minął tydzień, w swoim mieszkaniu w Londynie.

— Pan John?

— Tak jest.

— I jakże jego matka to znosi?

— Bo, widzi panienka, to nie jest zwyczajne nieszczęście. On prowadził hulaszcze życie, przez te ostatnie trzy lata dopuszczał się dziwnych wybryków, a śmierć jego była skandalem.

— Słyszałam od Bessie, że nie prowadził się dobrze.