— O tak, panie.
— Musiałaś się do pewnego stopnia przywiązać do tego domu, mając poczucie piękna przyrody i dużo zmysłu przywiązywania się.
— Toteż przywiązałam się istotnie.
— I chociaż nie rozumiem, jak to być może, ale zauważyłem, że i do tego głupiutkiego dziecka, Adeli, przywiązałaś się także, a nawet bodaj do tej prostodusznej niewiasty, pani Fairfax, również?
— Tak, panie, każda na inny sposób, ale obydwie są mi drogie.
— I żal by ci było rozstać się z nimi?
— O, żal.
— Szkoda! — powiedział. Westchnął i zamilkł. — Taki to już bieg rzeczy na świecie — ciągnął zaraz dalej. — Zaledwie człowiek zadomowi się gdzieś, gdzie mu dobrze, odzywa się głos: wstawaj i idź dalej, gdyż godzina wypoczynku minęła.
— Czy ja muszę iść dalej? — zapytałam. — Czy muszę opuścić Thornfield?
— Ja myślę, że musisz, panno Jane. Żal mi, panno Jane, ale myślę doprawdy, że musisz.