— Usiądź, Jane, i dotrzymaj mi towarzystwa. Da Bóg, będzie to twoja ostatnia wieczerza przed odjazdem stąd na długo.
Usiadłam, ale powiedziałam, że jeść nie mogę.
— Czy dlatego, że cię czeka podróż, Jane? Czy myśl o tym, że masz jechać do Londynu, tak ci odbiera apetyt?
— Ja dziś wieczorem, drogi panie, nie widzę jasno, co mnie czeka. Zaledwie wiem, jakie myśli mam w głowie. Wszystko w życiu wydaje mi się nierealne.
— Oprócz mnie. Ja jestem dosyć realny, dotknij mnie!
— Pan więcej niż wszystko inne wydaje mi się jakąś zjawą, pan jest czystym snem!
Wyciągnął rękę, śmiejąc się.
— Czy to sen? — zapytał, podsuwając ją prosto przed moje oczy. Miał zaokrągloną, muskularną i silną rękę, jak też długie, silne ramię.
— Tak, chociaż jej dotykam, to sen — odpowiedziałam, odsuwając ją. — Czy pan już jeść więcej nie będzie?
— Nie, Jane, skończyłem.