— Chyba że tak! Co ci jest? Powiedz mi, co czujesz.

— Nie mogę, panie, żadne słowa nie potrafiłyby wyrazić mych uczuć. Pragnęłabym, ażeby ta godzina nie miała końca. Kto wie, jaki los przynieść może następna.

— To chorobliwe przywidzenia, Jane! Podnieciłaś się zbytecznie albo przemęczyłaś!

— A pan, czy czuje się spokojny i szczęśliwy?

— Spokojny nie, ale szczęśliwy... Do głębi serca.

Podniosłam ku niemu wzrok, chcąc wyczytać na jego twarzy oznaki szczęścia — była zarumieniona, pełna ognia.

— Miej ufność we mnie, Jane — powiedział — ulżyj duszy, jeżeli ją ciężar jakiś przygniata, podzielając go ze mną. Czego się obawiasz? Że nie okażę się dobrym mężem?

— To nawet przez myśl mi nie przeszło.

— Czy może lękasz się tej nowej sfery, w jaką masz wejść? Albo nowego życia, które cię czeka?

— Nie.