— Dotychczas jeszcze nie.
— Czy zamierzam to uczynić? Już zaczął się dzień, który nierozerwalnie ma nas związać, a gdy raz zostaniemy połączeni, nie powtórzą się te imaginacyjne strachy, na to ci daję słowo.
— Imaginacyjne strachy, panie! Pragnęłabym uwierzyć, że to tylko to, pragnęłabym tego więcej teraz niż kiedykolwiek, skoro nawet pan wyjaśnić mi nie może tajemnicy tego okropnego gościa.
— Skoro ja tego uczynić nie mogę, Jane, nie mogła to być rzecz realna.
— Ależ panie, gdy powiedziałam sobie to samo, wstawszy dziś rano, i gdy rozejrzałam się po pokoju, czerpiąc odwagę i pociechę z miłego wyglądu rzeczy znajomych w pełnym świetle dnia, na podłodze ujrzałam to, co wyraźnie zadało kłam mojemu przypuszczeniu. Ujrzałam welon, rozdarty od krańca do krańca na dwie połowy!
Czułam, że pan Rochester drgnął i zatrząsł się. Szybko chwycił mnie w objęcia.
— Bogu niech będą dzięki — zawołał — że jeżeli coś złośliwego zbliżyło się do ciebie wczorajszej nocy, welon tylko na tym ucierpiał! Och, gdy pomyślę, co mogło się było zdarzyć!
Oddychał szybko i tak mnie silnie przyciskał do piersi, że tchu prawie nie mogłam złapać. Po paru minutach milczenia mówił dalej, już spokojnie:
— Ja ci to, Jane, wszystko wytłumaczę. To był pół sen, pół rzeczywistość. Pewna kobieta, nie wątpię w to, weszła do twojego pokoju. A tą kobietą była, musiała być, Grace Poole. Ty sama nazywasz ją dziwną istotą. Po tym wszystkim, co o niej wiesz, masz prawo tak ją nazywać. Co ona zrobiła mnie? Co zrobiła Masonowi? W stanie takiego pół snu, pół jawy zauważyłaś jej wejście i jej czynności. Ale tak byłaś rozgorączkowana, prawie w malignie, że przypisałaś jej wygląd diabelskiej zjawy, różny od jej prawdziwego obrazu. Długie, rozczochrane włosy, obrzękła, sina twarz, przesadnie wielki wzrost, to była złuda wyobraźni, to był wynik nocnej zmory. Złośliwe podarcie welonu było rzeczywiste i to jest do niej podobne. Pojmuję, że chciałabyś mnie zapytać, dlaczego taką kobietę trzymam w moim domu. W rok po naszym ślubie powiem ci to, ale nie teraz. Czy jesteś zadowolona, Jane? Czy zgadzasz się na to moje rozwiązanie tajemnicy?
Zastanowiłam się i rzeczywiście wydało mi się ono jedynym możliwym. Zadowolić mnie ono nie zadowoliło, ale chcąc zrobić przyjemność mojemu panu, udałam, że owszem. Ulgę mi to jednakże przyniosło, toteż odpowiedziałam mu zadowolonym uśmiechem. A ponieważ dawno już minęła pierwsza, zaczęłam się zabierać do odejścia.