W oznaczonym czasie wrócili rzeczywiście. Weszli przez drzwi kuchenne. Pan Saint-John, zobaczywszy mnie, ukłonił się tylko i przeszedł, obydwie panny zatrzymały się. Mary w kilku słowach życzliwie i spokojnie wyraziła mi, jaką jej to sprawia przyjemność, że widzi mnie już tak silną, iż mogłam zejść na dół. Diana ujęła moją rękę, potrząsając głową.

— Należało poczekać, aż ja pani pozwolę zejść — rzekła. — Jeszcze pani bardzo blada. I taka szczupła! Biedne dziecko... Biedne dziewczątko!

Diana miała głos brzmiący w moich uszach jak gruchanie gołębicy i oczy, których spojrzenie sprawiało mi najwyższą przyjemność. Cała jej twarz miała dla mnie wdzięk nieporównany. Mary miała fizjonomię równie inteligentną, rysy równie ładne, jednakże wyraz jej był bardziej powściągliwy, a obejście, chociaż miłe, chłodniejsze. Diana patrzyła i przemawiała z pewną stanowczością, widać było, że to osoba mająca silną wolę. W mojej naturze leżało ulegać z przyjemnością wyższości zaznaczanej w ten sposób, jak ona to czyniła, i uginać się, gdzie mi sumienie i poczucie własnej godności pozwalało, przed wolą czynniejszą.

— A przy tym, co pani ma tu do roboty? — mówiła dalej. — To nie miejsce dla pani. My z Mary lubimy niekiedy siadywać w kuchni, ponieważ lubimy w domu swobodę i nie krępujemy się, ale pani jest gościem i pani miejsce jest w pokoju bawialnym.

— Mnie tutaj bardzo dobrze.

— Wcale nie, Hannah kręci się i osypuje panią mąką.

— A przy tym ogień jest tu za gorący dla pani — wtrąciła Mary.

— Ależ tak — dorzuciła siostra. — No, dalej, proszę być posłuszną.

I wciąż trzymając mnie za rękę, przymusiła mnie do wstania i zaprowadziła do pokoju.

— Tu niech pani siedzi — rzekła, umieściwszy mnie na kanapie — podczas gdy my się rozbierzemy i przygotujemy herbatę. To także przywilej, z którego korzystamy w naszym domeczku pod wzgórzami, że same przyrządzamy jedzenie, gdy mamy na to ochotę albo gdy Hannah piecze, porządkuje, pierze czy prasuje.