Uśmiechał się teraz i to nie gorzko ani nie smutno, ale pogodnie i z prawdziwym zadowoleniem.

— I kiedyż zamierza pani przystąpić do pracy?

— Przeniosę się tam jutro, a szkołę, jeśli pan sobie życzy, mogę otworzyć w przyszłym tygodniu.

— Bardzo dobrze, niech tak będzie.

Wstał i przeszedł przez pokój. Stanąwszy, popatrzył znów na mnie. Potrząsnął głową.

— Co się panu we mnie nie podoba, panie Rivers? — zapytałam.

— Pani nie zostanie długo w Morton. Nie, nie!

— Dlaczego? Na jakiej podstawie pan tak twierdzi?

— Czytam to w pani oczach, nie zapowiadają one utrzymania równej linii w życiu.

— Nie jestem ambitna.