Znowu milczenie.

— Dlaczego chciał cię uczyć? Na cóż mógł się tobie przydać język hindustański?

— Saint-John pragnął zabrać mnie ze sobą do Indii.

— Ach! Oto dotarłem do jądra całej sprawy. Więc on chciał się z tobą ożenić?

— Prosił mnie, bym została jego żoną.

— To wymysł, to bezczelny wymysł, żeby mnie rozdrażnić.

— Bardzo pana przepraszam, ale to dosłowna prawda. Prosił mnie i tę prośbę powtarzał kilkakrotnie i z takim uporem, na jaki tylko pan potrafiłby się zdobyć.

— Panno Eyre, powtarzam, może mnie pani opuścić. Ileż razy mam pani to samo powtarzać? Dlaczego siedzi pani uporczywie przy mnie, kiedy ja pani powiedziałem, że ma pani się odsunąć?

— Dlatego, że mi tu dobrze.

— Nie, Jane, nie jest ci tutaj dobrze, gdyż serce twoje nie przebywa ze mną. Serce oddałaś kuzynowi swemu, Saint-Johnowi. Ach, do tej chwili myślałem, że Jane jest w zupełności i tylko moja! Wierzyłem, że mnie kocha; nawet wtedy, gdy mnie opuszczała, był to atom słodkości w kielichu goryczy. Choć tak długo byliśmy rozdzieleni, choć tak gorącymi łzami oblałem nasze rozstanie, nigdy nie przypuszczałem, że gdy ja ją opłakuję, ona kocha innego! Ale daremnie narzekać. Jane, opuść mnie, odejdź i wyjdź za Riversa.