— Ja dotychczas nie cierpiałem pomocy, nie znosiłem, by mnie prowadzono. Teraz czuję, że będzie inaczej. Nie lubiłem brać w rękę dłoni sługi, ale miło jest poczuć, że rękę moją otaczają drobne paluszki Jane. Wolałem zupełną samotność niż ciągłą obecność ludzi najemnych, ale miłe usługi Jane będą źródłem ciągłej radości. Jane mi się podoba, ale czy ja jej się podobam?
— O tak, panie, najzupełniej.
— Skoro tak jest, nie mamy na co czekać, musimy się pobrać natychmiast.
Wyglądał i mówił żwawo, budziła się w nim dawna gwałtowność.
— Musimy się połączyć bez zwłoki, Jane, trzeba tylko wydostać licencję, a potem odbędzie się ślub.
— Panie Rochester, właśnie spostrzegłam, że słońce dobrze się już przechyliło z południa i Pilot poszedł do domu na obiad. Niech mi pan pozwoli spojrzeć na swój zegarek.
— Przypnij go sobie do paska, Jane, mnie on niepotrzebny.
— Dochodzi czwarta, panie. Nie czuje pan głodu?
— Pojutrze musi się odbyć nasz ślub, Jane. Mniejsza teraz o piękne suknie i klejnoty, wszystko to nie jest warte grosza.
— Panie, słońce osuszyło kropelki deszczu. Wietrzyk ustał, zrobiło się gorąco.