Pan Brocklehurst odchrząknął.
— Moje panie — przemówił, zwracając się do swojej rodziny — panno Temple, panie nauczycielki i wy, dzieci, czy widzicie tę dziewczynę?
Oczywiście, widziały mnie, gdyż czułam na sobie palący ich wzrok.
— Widzicie, jaka jeszcze jest młoda. Widzicie, że wygląda tak jak inne dzieci. Bóg łaskawie obdarzył ją takim samym kształtem, jakim obdarzył nas wszystkich, żadne wybitne kalectwo jej nie wyróżnia. Kto by pomyślał, że zły duch znalazł już w niej powolną sługę i wspólniczkę? A jednak z bólem powiedzieć muszę, że tak jest.
Przerwał, a ja zaczęłam opanowywać nerwowe drżenie i czuć, że już Rubikon67 przebyty, i że mękę, której uniknąć nie można, należy mężnie wytrzymać.
— Moje drogie dzieci — ciągnął dalej patetycznie czarny, kamienny duchowny — bardzo to smutna i żałosna sprawa. Mam bowiem obowiązek przestrzec was, że ta dziewczyna, która mogłaby być jedną z owieczek bożych, jest małym wyrzutkiem wśród was. Nie jest członkiem wiernej gromadki, ale przybłędą i obcą. Musicie się jej strzec i musicie unikać jej przykładu. Jeśli potrzeba, stronić od jej towarzystwa, wyłączać z zabaw i wykluczać z rozmów z wami. Nauczycielki, musicie czuwać nad nią, nie spuszczajcie z oczu jej uczynków, ważcie dobrze jej słowa, badajcie dokładnie jej postępowanie, karćcie jej ciało, by zbawić duszę... Jeżeli istotnie to zbawienie jest możliwe, bowiem (język mój zacina się, gdy mam to powiedzieć) ta dziewczyna, dziecko chrześcijańskiego kraju, gorsza od wielu małych pogan, co modlą się do Brahmy68 i klękają przed Molochem69, ta dziewczyna... kłamie!
Nastąpiła teraz przerwa kilkominutowa, w czasie której ja, zupełnie już teraz przytomna, zauważyłam, że wszystkie panie Brocklehurst wyciągnęły chusteczki i przytknęły je do oczu. Podczas gdy starsza kiwała się naprzód i w tył, obie młodsze szeptały: „Ach, to szkaradnie!”
Pan Brocklehurst ciągnął dalej.
— Dowiedziałem się tego od jej dobrodziejki, od nabożnej i miłosiernej pani, która adoptowała ją w sieroctwie, wychowywała jak własną córkę, a której dobroć i wspaniałomyślność ta nieszczęsna dziewczyna odpłaciła niewdzięcznością tak brzydką, tak okropną, że w końcu szlachetna jej opiekunka czuła się zmuszona odłączyć ją od własnych dzieci w obawie, że jej zły przykład może zarazić ich czyste dusze. Przysłała ją tutaj, aby ją uzdrowić, tak jak dawni żydzi posyłali chorych do mętnego jeziorka w Bethesda70. A was, panie nauczycielki, pani przełożona, proszę, nie pozwólcie, żeby wody dokoła niej stanęły.
Po tym wzniosłym zakończeniu pan Brocklehurst zapiął najwyższy guzik u surduta i szepnął coś swojej rodzinie, która wstała i ukłoniła się pannie Temple, po czym wszyscy ci wielcy ludzie uroczyście wypłynęli z pokoju. Odwracając się w drzwiach, mój sędzia powiedział: