Zajęłam się teraz przygotowaniami. Dwa tygodnie zbiegły szybko. Niezbyt obfitą miałam garderobę, ale dla potrzeb moich wystarczającą. Ostatniego dnia spakowałam walizkę — tę samą, którą przed ośmiu laty przywiozłam ze sobą z Gateshead.

Walizka była związana, karta na niej przybita. Za pół godziny woźnica miał po nią wstąpić i zabrać ją do Lowton, dokąd miałam się udać nazajutrz rano, bardzo wcześnie, by zdążyć na dyliżans. Wyszczotkowałam czarną, wełnianą suknię podróżną, przygotowałam kapelusz, rękawiczki i mufkę. Przejrzałam wszystkie szuflady, czy czasem nie zostawiłam czegoś, a teraz, nie mając nic więcej do roboty, usiadłam, chcąc odpocząć. Nie mogłam jednak. Chociaż cały dzień byłam na nogach, nie mogłam ani chwili odpocząć — nazbyt byłam podniecona. Dziś wieczorem jeden okres mojego życia dobiegał końca. Nowy miał się rozpocząć jutro. Czyż podobna drzemać w przerwie? Musiałam czuwać gorączkowo, podczas gdy dokonywała się zmiana.

— Proszę pani — rzekła służąca, wchodząc na ganek, po którym snułam się jak dusza pokutująca — jest ktoś na dole, kto się z panią chce zobaczyć.

„Woźnica niezawodnie” — pomyślałam i zbiegłam ze schodów, nie pytając. Mijałam właśnie pokój bawialny nauczycielek, którego drzwi były uchylone, i zmierzałam w stronę kuchni, gdy ktoś z tego pokoju wybiegł...

— To ona, jestem pewna!... Poznałabym ją wszędzie! — zawołała osoba, która mnie zatrzymała i pochwyciła moją rękę.

Spojrzałam: miałam przed sobą kobietę, ubraną jak dobrze nosząca się służąca, matronowatą, ale jeszcze młodą, bardzo ładną, brunetkę o czarnych oczach, świeżej cerze i żywych rysach.

— No, proszę, kto ja jestem? — zapytała mnie głosem i z uśmiechem, które mi się wydały znajome. — Nie zapomniała mnie chyba panienka zupełnie, panno Jane?

W jednej chwili ściskałam ją już i całowałam z radością.

— Bessie! Bessie! Bessie! — tyle tylko mogłam wymówić, a ona, na wpół śmiejąc się, a na wpół płacząc, razem ze mną weszła do bawialni. Przy kominku stał mały chłopaczek, trzyletni, w samodziałowym ubranku i majteczkach.

— To jest mój synek — przedstawiła go Bessie od razu.