„I jakąż ja biedna dam sobie radę? — Gdzież się opuszczona podzieję? — Choćbym do którego domu wstąpiła z prośbą o nocleg, a czy mię przyjmą, jeśli powiem, dlaczego ze służby oddalona?” —
Spojrzała wokoło siebie, i spostrzegłszy mchem porosły kamień przy grobie ojca leżący, który że gdzie indziej zawadzał, pod mur cmentarza złożony, służył za ławkę — rzekła: na tym kamieniu siądę i przy ojcowskim grobie noc całą spoczywać będę; i słuszna, bo może ostatni raz przy nim jestem, niechże moja bytność będzie przedłużona. Jutro z dniem pójdę dalej, gdzie mię ręka Boska poprowadzi.”
Rozdział XV. Pomoc z Nieba
Marianna siadła na kamieniu pod murem, ocieniona gałęźmi świerków, osłoniwszy twarz chustą łzami zmoczoną. Duch jej był bardzo strapiony, a tak tkliwie się modliła, że tego opisać niepodobna. Raz westchnęła: „Mój Boże! czy to nie masz dla mnie Anioła, który by mi wskazał, dokąd się mam udać?”
Wtem zdaje się jej, iż słyszy swe imię głosem bardzo przyjemnym wyrzeczone; spojrzy i przelękniona widzi postać nadobną, właśnie Anioła, — oczy świetnią radością, twarz rumienna jak róża, głowa i szyja złotym włosem pokryte, suknia biała jak najczystszy śnieg, — stojącą przed nią w świetle srebrnym księżyca; — widzi i z drżeniem pada na kolana. „O mój Boże! — Czy to Anioła przysyłasz na moje pokrzepienie?” —
„Nie, kochana Marianno! Aniołem nie jestem, lecz człowiekiem jak ty; wszakże stawam ci na ratunek! — Bóg wysłuchał pobożne twe modły! — Przypatrz się mnie; bo podobno mię nie poznajesz!”
„Boże Wielki! — odrzekła Marianna — Hrabianka Emilia! — Jakżeś tu Pani się znalazła, na tym smutnym miejscu, w tej późnej godzinie, tyle mil od domu rodzinnego?”
Hrabianka podniosła Mariannę z ziemi, ujęła ją w swe objęcia i całowała w najrzewniejszem rozczuleniu. „Dobra Marychno! — myśmy ci wielką krzywdę wyrządzili! Owa radość, którąś mi uczyniła, podarowawszy ów piękny koszyk, była ci bardzo źle odpłacona. Ale twoja niewinność jest obecnie odkryta. O! możesz ty mnie i moim rodzicom tę krzywdę — darować? — Oto my pragniem, co tylko siły zdołają, wynagrodzić ci pokrzywdzenia! — Tylko nam wybacz kochana dzieweczko!” —
Na to odpowiedziała Marianna: „Moja dobra pani! W steku ówczesnych okoliczności, dosyć jeszcze łagodnie obeszliście się ze mną! — a przeto ani mi na myśl przyszło, żeby się na wasze postępowanie gniewać; owszem wspominałam zawsze o was z wdzięcznością. Co mię najwięcej martwiło, to była ta okoliczność, iż mieliście powód, choć i nieprawy, ale przecież powód złego o mnie sądzenia; następnie nic więcej sobie nie życzyłam, jak żeby moja niewinność wyszła kiedyś na jaw, a to życzenie oto Bóg uiścił. Niech mu za to wieczne dzięki będą!”
Hrabianka, która trzymała jeszcze Mariannę w swoich objęciach, gdy spuściwszy na dół oczy spostrzegła grób Jakuba; złożywszy pobożnie ręce mówiła: „O! ty, poczciwy starcze, który pod tą spoczywasz mogiłą, którego od mego dzieciństwa lubiłam, który zdziałałeś kosz, w którym pierwsze dni życia mojego spoczywałam; którego ostatnią, a tak źle odpłaconą ofiarą, był oto ten koszyk, co tu na grobie twoim stoi; — o, gdybyś ty jeszcze żył, aby można było za wyrządzoną ci obrazę ciebie przebłagać! Mój Boże! gdybyśmy byli z większą rozwagą działali; więcej ufali twojej z dawna doświadczonej wierności, pewnie byś tu był nie legł, lecz żył jeszcze na pociechę naszą! — Wybacz! oto ja w mym i moich rodziców imieniu ślubuję przy twym grobie, że czego tobie wynagrodzić nie możem, to twej córce w dwójnasób wynagrodzimy! — Daruj urazy!” —