Hrabina kazała dać wieczerzę, zaprosiwszy proboszcza i Mariannę do stołu. — Podczas modlitwy, którą wszyscy przytomni pobożnie mówili, stanęła Mariannie następująca tkliwa myśl: „Mój Boże! — myślała sobie, — któż by to był pomyślał, gdy mię gburka bez wieczerzy wygnała, że tę zajadać będę w tak świetnym gronie? — A przecież tam byłam tak małowierną w boskiej opatrzności! — Wybacz mi, Panie, to uchybienie i daj łaski, abym nigdy nie chwiała się w ufności, którą w Tobie pokładać trzeba!
Przy stole naznaczono Mariannie miejsce między hrabiną i Emilią, a gdy się, w uznaniu swej niskości, wzbraniała zająć wyznaczonego sobie miejsca, wzięła ją hrabina za rękę i posadziła, mówiąc: „Ty jesteś naszą córką, nie zgubioną, lecz odrzuconą — słuszna, byś, gdyśmy cię znaleźli, zajęła w uczcie miejsce honorowe.” Podczas stołu właśnie o niczym więcej, jak o Marianny przypadkach nie mówiono. A że hrabia przywiózł z sobą swego wiernego leśniczego Antoniego, który więcej z przywiązania, jak z powinności posługiwać zwykł był państwu swemu przy stole, więc i tą razą pełnił swą usługę, ale właśnie ciągle stał za krzesłem Marianny, często ocierał płynącą z oka łzę. Jako staremu zasłużonemu słudze wolno było czasami wmieszać się w rozmowę, użył i tą razą swej wolności i tak rzekł do Marianny: „Nieprawdaż to, panno Marianno, że się ziściło, cofa ojcu i tobie przy owym granicznym kamieniu w lesie powiedział: że poczciwość trwa najdłużej, a kto w Bogu ufa, tego Bóg nie opuści. — Jednego tu jeszcze nie dostaje; trzeba by, aby twój ojciec, a mój stary przyjaciel dożył był dzisiejszego dnia radości! — Mój Boże! jakżeby się to był cieszył poczciwy Jakub, będąc świadkiem odkrytej niewinności swojej córki! — To mi z głowy ustąpić nie chce i zdaje mi się, że powinien był te parę miesięcy przeżyć, aby widział tę cześć, jakiej córka jego dziś jest uczestniczką, a choćby wreszcie i z radości dziś umarł!” —
„Dobry starcze! — odrzekł proboszcz — umiem ja ocenić wasze uczucia, które zdobią ducha waszego. — Wszakże nasza uwaga nie powinna się zwracać i zakreślać tylko na to życie doczesne, krótkie i mizerne; życie teraźniejsze jest tylko wstępem życia przyszłego; życie obecne jest przygotowaniem do Nieba. — Jeżeli teraźniejsze życie uważać będziem samo w sobie, bez związku z przyszłym, o, natenczas znajdziemy wiele takich zdarzeń, które nie będą nam zgodne z mądrością, dobrocią i sprawiedliwością Boga. Ale gdy wzniesiem naszą myśl ku Niebu, jak ono łączy się z teraźniejszą pracą na zyskanie onego, a wtenczas pierzchną wszelkie wątpliwości. To widzim właśnie w historii Jakuba i Marianny. Temu dobremu dziecku wspaniałomyślność wynagrodziła na tym świecie jej cierpienia; ojciec zaś jej nie poznany z względu swej poczciwości umarł w nędzy, a co najwięcej zapewno umierającemu dokuczało, była ta okoliczność, że dziecię swe pozostawia bez opieki w ubóstwie. Gdyby nie było życia przyszłego, ta nierówność nagrody za cierpienia byłaby wielką niesprawiedliwością, i oburzyłaby każdego, jak nasz Antoni nadmienił. Ale nie! Jest życie przyszłe! — Jest Niebo! gdzie Bóg sprawiedliwy wynagradza zasługi życia teraźniejszego. Więc tam nasz poczciwy Jakub, co tu tylko cierpieć musiał, pewnie obficiej od Boga wynagrodzonym jest, jak jego córka od naszego państwa.
„Co więcej, tak mi moje czucie powiada, — a to czasem więcej ma prawdy, jak rozum, — że ten starzec, który poniósł ze sobą na tamten świat uczucia ojcowskie, więcej może ma udziału w niniejszym weselu, jak my sądzimy. — Muszę tu jedną przytoczyć okoliczność, która tę myśl zdaje mi się potwierdzać. — Ilekolwiek w tym starcu wielkie znalazłem zaufanie w Bogu, to przecież trapiła go troska o dalsze powodzenie jego córki. — Jednego poranku, gdym go odwiedził, znalazłem go nader wesołego; podał mi rękę z wdzięcznym uśmiechem i dodał „Teraz, księże proboszczu, spadł kamień z serca mego, to jest troska o los córki, gdy mnie nie będzie; teraz zupełnie jestem o nią spokojnym. Zeszłej nocy tak czule mogłem się modlić, jak nigdy w życiu; takie zadowolenie i tak słodkiego doznałem spokoju, że mi się zdaje, że to jest szczególna łaska i pociecha od Boga pochodząca i Bóg moje modły wysłuchał. Zawrę teraz oczy spokojnie, bo jestem pewnym, iż niewinność córki mojej będzie odkryta, a państwo moje zastąpi miejsce rodziców we względzie na moję córkę.” Tak mówił, a to właśnie po nocy, której, jak słyszę, wicher obalił owo drzewo, gdzie kruk złożył ów sygnet — tak to widać Rządźca Najwyższy na pociechę sprawiedliwego dał mu uczuć szczęśliwe i tak wielki wpływ na los córki wywierające zdarzenie, a czyż nie można sobie pomyśleć, że uiszczenie tego przeczucia jest mu wiadome, i wiadoma dzisiejsza szczęśliwość jego córki? — Bądź co bądź, to dziś nam jest jasną prawdą, że modlitwa Jakuba w owej nocy i jej wysłuchanie najpiękniejsze światło rzuca na tę całą historię, bo powiada jawnie, że była dziełem wszystkim rządzącej Opatrzności. Bóg dopuścił upokorzenie na tę familię; a gdy widział niezwichniętą jej cnotę choć w nędzy, podźwignął i pocieszył onę. — Nie, tego nie mógł skojarzyć bezrozumny przypadek, ślepy traf, ale Boska mądrość, wszechmocność i sprawiedliwość. —
„Ta historia powiada nam, jak to wielką miłość zapalił Bóg w sercach rodzicielskich na rzecz ich dzieci; ale nierównie większą miłością pała On sam ku wszystkim ludziom. Żyjmy w tej wierze, że Bóg, co rządzi wszystkim, miłuje nas serdecznie, bo ta będzie jedyną pociechą naszą w biedzie i śmierci, od których nikt ochronionym być nie może.”
„Tej wiary ja jestem,” skończyła hrabina — i wstali wszyscy od stołu, aby po spoczynku nazajutrz powrócić do dóbr swoich.
Rozdział XX. Nawiedziny
Na drugi dzień wszystko było w ruchu, gotując się do odjazdu; panna Emilia i jej towarzyszka krzątały się zwinnie około Marianny, szło tu o jej ubranie. W Eichburgu ubrana była, jak się ubierają wieśniaczki, i twierdziła, że to ubiór jej stanu, zmieniać go nie powinna bez podejrzenia o pychę; tamte zaś twierdziły, że ponieważ obecnie przyjęta za córkę hrabiów i będzie nieodstępną towarzyszką Emilii, przeto nie wypada, aby w dawnym chodziła ubiorze; dawny stan zmienia, zmienić też winna i ubranie. Mimo tych słusznych przyczyn ledwo ją uprosiły, że przywdziała na siebie ofiarowane ubiory.
Zeszła tak ubrana z koleżankami na śniadanie, a przytomni zadziwili się, jak pięknie stroił nowy ubiór Mariannę. Po śniadaniu siadła z Emilią i jej rodzicami do powozu, aby odwiedzić dotychczasowe jej pomieszkanie, bo hrabia chciał poznać gospodarzy, którzy przyjęli miłosiernie Jakuba z córką, i podziękować im za ich uczynność. W drodze dopytywał się o stosunki tych starych, a Marianna nie mogła zamilczeć, że ich obecne położenie, odkąd synowa w dom weszła, nie jest najlepsze, mało mają szczęśliwych godzin.
Gdy zatoczył się powóz przed dom gburów, zdziwiono się, skąd ta niesłychana nowość. Gburka wybiegła, aby powitać przybyłych i pomóc paniom wysiadającym z powozu. Gdy spostrzegła po pańsku ubraną Mariannę, którą niedawno z domu wygnała, zakwasiła twarz i, niby ją bąk zagryzł, odskoczyła.