Zaledwo Marianna przymierzyła sukienkę i zdążyła onę29 złożyć i schować do skrzyni, wchodzi do izby hrabianka blada, drżąca i rzecze: „Przebóg, Marianno, cóżeś ty zrobiła! — Zginął pierścień matki z diamentem z izby, w której prócz ciebie nikt obcy nie był. — Zwróć go, to się ta rzecz da jeszcze zatrzeć, jenaczej30 gdy się zguba rozgłosi, narobisz sobie i nam wielkich nieprzyjemności.”

Przelękła Marianna odrzekła: „mój Boże! ja o żadnym pierścionku nie wiem! — Anim widziała pierścionka; — ani nawet nie ruszyłam się z miejsca, na którym stanęłam, gdyście wyszły do przyległego pokoju.”

„Marianno! mówiła dalej hrabianka, na twoję własnę31 pomyślność zaklinam cię, oddaj pierścionek! — Ty nie wiesz jak drogi jest taki pierścień, oto jest wart około tysiąca talarów. — Wiem, iżbyś go nie była wzięła, gdybyś jego cenę wiedziała; sądziłaś pewnie że to taka nikczemna bagatelka. — Zwróć go, a darujemy ci dziecinną lekkomyślność!” —

Marianna zalała się łzami i odrzekła: „Za prawdę mówię, iż nie wiem o żadnym pierścionku. Nigdym w życiu nie pozwoliła sobie cudzej rzeczy poruszyć, a miałażbym tak wielką rzecz skraść? — O zanadto głęboko wpoił mi mój ojciec szacunek dla cudzej własności, żeby dać się złudzić chciwości!”

W tym wszedł ojciec do izby, bo pracując w sadzie, widział hrabiankę spiesznie do chaty biegnącą; a wyrozumiawszy, o co rzecz idzie, zawołał żalem trapiony: „Mój Boże! — Dziecko! taki pierścień skraść, jest to zasłużyć na śmierć! A to jeszcze najmniejsza; wspomnij no na przykazanie Boże, mówiące: „nie kradnij!” Za taki występek stajemy się odpowiedzialnymi nie tylko ludziom, ale i Bogu, daleko wyższemu Panu, Sędzi, przed którego wiadomością nic się utaić nie może, bo jest świadkiem czynów i nawet myśli naszych; — przed którym nie popłaca żadna czcza wymówka, ani kłamstwo! — Jeżeliś o tym bożym przykazaniu zapomniała, jeżeliś nie wspomniała na moje napomnienia, a zaślepiona blaskiem złota i drogiego kamienia, pozwoliłaś chciwości wziąć górę nad sobą i zgrzeszyłaś; to przynajmniej nie trwaj w grzechu, nie przecz, przyznaj się i oddaj pierścień!”

„Ach ojcze! wierz mi, że pierścienia nawet nie widziałam! — Gdybym taki pierścień na ulicy znalazła, doprawdy nie miałabym żadnej spokojności, dopokąd bym go nie złożyła w ręce właściciela; a miałażbym takowy ukraść?”

„Córko! oto hrabianka Emilia, która jak Anioł stróż przyszła tu, aby cię oswobodzić z nieszczęścia i odwrócić od ciebie hańbę i karę, — która cię dopiero co tak hojnie obdarzyła, nie zasługuje na to, żebyś ją okłamywała i na twoje własne nieszczęście oszukiwała! — Masz pierścień; to się przyznaj: a hrabianka przez swoje pośrednictwo u rodziców ocali cię od haniebnych skutków kradzieży! — Marianna! bądź rzetelną; nie kłam!”

„Ojcze! wszakże ci to wiadoma32, iż w życiu moim nic takiego, co by najmniej warte było, nie skradłam! — Wszakże nawet jednego jabłuszka z cudzego drzewa, garstki trawy z cudzej roli, a cóż dopiero miałabym tak wielki skraść klejnot? — Wierzże mi ojcze! Wszakże w życiu moim okłamać cię nie odważyłam się!”

„Marianno! spojrzyj na moją zsiwiałą głowę! — Nie przyczyniaj się do tego, iżbym zgryzotą znękany życie moje nędznie kończył! — Oszczędź mi żalu i zgryzoty! — Wyznaj wobec Boga, który złodzieja karać będzie, czy masz pierścień? — Na miłość duszy twej i jej zbawienia zaklinam cię, powiedz prawdę!” —

Marianna wzniosła oczy ku niebu, złożyła ręce i rzekła: „Bóg wie że nie mam pierścienia! — Jak chcę być zbawioną, tak pewno nie wzięłam pierścienia!”