. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Jeżeli mówię: cisze różne, to i wyrazy one białe, bezmyślne, nie opowiadające nic, a których kilka tu i owdzie słyszałem, albo którym raczej świadkiem byłem, bo od tła, na którym miejsca swe znajdowały, nieodłącznymi są.
To — pamiętam, że dawno, dawno — było to jeszcze w roku około 1836, kiedy tak odmienne było całe tło myśli w Europie, a Dziady pana Adama były mi potężną, jedyną nutą myśli i uczuć, jak każdemu... te czytałem... Było to w dzień najprozaiczniejszej barwy, ni suchy, ni dżdżysty, o dobie9 około południowej i bardzo powszednią barwę mającej, na zagrodzie ubogiej ojców moich, gdzie urodziłem się — na prostej, bezpoetycznej, obwodu stanisławowskiego w Mazowszu, równej jak piaski ziemi. Szedłem wzdłuż alei, która sad owocowy od warzywnej ogrodu części przedzielała — alei bynajmniej z drzew sędziwych i sadu wcale10 szczupłego — nie myśliłem o niczym w tak nijakim miejscu pod każdym względem — gdy naraz11 dziewczyna, za aleją w ogrodzie warzywnym onym pieląc, głosem bynajmniej pięknym i niedokończonym tokiem urwanej pieśni zanuciła:
... a odjechać od niej nudno,
a przyjechać do niej trudno!...
Stanąłem jak wryty, myśląc, że głos do naczytania się w dramacie pana Adama piosenki onej zastosowałem w sobie słuchem moim — ale po chwili znowu najwyraźniej też słowa tym głośniej mię doszły:
... a odjechać od niej nudno,
a przyjechać do niej trudno!...
„Prosta pieśń — rzekłem — ale dobrą myśl zawiera... (widać stąd także, że Mickiewicz z pieśni gminnej ją przybrał).
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .