podając jej rękę i ramię
Nie zbłądziłaś.
EGINEA
Oto mi powiedz raczej ty, co poczynałeś w dniu ubiegłym.
TYRTEJ
Dawałem życie, by wziąć żywot, a odbierałem co?...
Poglądałem na oblicza, żółte zazdrością, i musiałem przeto odgadywać wartość całości społeczeństwa, a tę odgadywać musząc, przynaglony byłem widzieć przyszłość, a przyszłość pojmując, wyniszczały mnie smutki, i myśliłem, żeby też coś robić, o co by mnie pod wieczór słodki głos zapytał: „Co dziś robiłeś?...”
I urwałem amarantowy pąk granatu, i oplatałem weń kamyk okrągły, i podniosłem ramię moje, patrząc w niebiosa, a zdawało mi się, że wybłyska gwiazda z eteru... I rzuciłem kamykiem w mirtowe przeddomie Eginei, popełniając nieznane dotąd grubiaństwo: samej ciężkości ciał dotkliwych!
To robiłem... i sporo innych rzeczy, ale wszystkie są smętne! Albowiem oblicze wielkie całych Aten, po pierwszy raz się ku mnie obróciwszy, po raz się ostatni obróciło. Żegnać mam? Witać? Nigdy nie dano mi swobody. A jednakowoż wszystko, i co krok, witać, witać muszę... U każdej z bram trzynastu, mogę być pewnym naprzód, że napotkam znajomości trzynaście, które mnie dziś poufnym raczą uśmiechem... Przy Ceramice142 wstrzymuje jeździec konia swego i, zeskakując lekko, pochyla się w objęcia moje: „Boski, miły Tyrteju!” — To Chariklesa syn (który mi urągał mało dni temu)...
W cieniach kolumn Wiktorji stoją zacne matrony i córy ich. Ta i owa rzuca mi różę białą, zapominając, do ila jest trudno kwiaty podejmować, skoro się kulawym przyszło na świat...