Nie mógł pojąć ten zacny chłopiec, by miał beze mnie opuszczać wyspę.
— Mam jechać z tobą? — spytałem. — I cóż bym robił wśród twego ludu?
Zwrócił się ku mnie żywo:
— Co robił? — odparł z zapałem. — Dzikich ludzi uczyć, by się stali dobrzy, łagodni, dzikim ludziom mówić o Bogu i Jezusie Chrystusie, a oni by słuchali wszyscy jak Piętaszek.
— Ach, drogi przyjacielu! — powiedziałem. — Nie wiesz sam co mówisz. Jestem człek pospolity i nic nie wiem!
— Jak to nic nie wiem? — zdziwił się. — Piętaszek dużo, wiele nauczył się od swego pana, a lud mój także nauczyłby się dużo, wiele.
— Nie, drogi Piętaszku! — oświadczyłem. — Pojedziesz sam, ja zaś pozostanę tu do końca życia mego.
Milczący i ponury patrzył przez chwilę w ziemię, potem zaś wyjął zza pasa topór i podał mi go rękojeścią naprzód zwróconą.
— Cóż mam z tym zrobić? — spytałem zdziwiony.
— Piętaszka zabić! — zawołał gwałtownie.