Przysunął się zaraz do mnie.
— Patrz na mnie ciągle i czyń wszystko to, co ja uczynię. Skinął głową z zapałem.
Położyłem na piasku strzelbę i jeden muszkiet, a Piętaszek uczynił to samo.
Potem obaj wycelowaliśmy z muszkietów w gromadę dzikich.
— Czyś gotów? — spytałem.
— Gotów! — odparł.
— Ognia! — krzyknąłem.
Padły dwa strzały, jakby jeden jedyny.
Piętaszek lepiej mierzył ode mnie, gdyż zabił dwu, a zranił trzech dzikich, ja zaś położyłem jednego, a zraniłem drugiego.
Trudno sobie wyobrazić przerażenie ludożerców.